czwartek, 25 lutego 2016

Obroża Dark Emotion od Kookito Design - pierwsze wrażenie


Gdy pierwszy raz zobaczyłam akcesoria dla zwierząt wykonywane własnoręcznie pomyślałam: urocze ale czy tak samo wytrzymałe? Ciekawe jak będą wyglądać po kilku miesiącach. Pamiętam, że pierwszą taką poznaną przeze mnie firmą był Kudłaty Art. Zobaczyłam ich stronę i te wszystkie słodkie wzory i możliwości stworzenia wymarzonej obroży, smyczy czy nawet szelek! Wzór, który mi się spodobał najbardziej to kolorowe słoniki. W miarę zagłębiania się coraz bardziej w psią stronę internetu poznałam inne takie firmy. Na stronie Kookito Design również był wzór w słonie, więc pewnego dnia coś mnie tchnęło i zamówiłam obrożę Dark Emotion. Zdecydowałam się pewnie dlatego, że w sklepie mają już gotowe wzory i aby zamówić akcesoria wystarczy tylko wybrać rozmiary i zapłacić. Myślę, że gdybym miała sama komponować obrożę to zapewne jeszcze z kilka razy bym zrezygnowała i odłożyła to na kiedy indziej. Nie mówię, że możliwość komponowania według własnego życzenia jest zła bo jest to świetne ale ja mam tak, że jak coś zobaczę i mi się spodoba to kupię a jak nie to nie. Komponowanie zostawię sobie na następny raz. Może na szelki, a może na smycz.

Nasza obroża to opcja z zatrzaskiem plastikowym o szerokości taśmy 2 cm i regulacji 20-30 cm. Choć wydaję mi się, że regulacja jest troszkę większa, ponieważ przy zamawianiu obroży należy wpisać dokładny obwód szyi a u Fiśka wyszło to 25 cm. Normalna cena to 30 zł, my załapaliśmy się na walentynkową promocję i zapłaciliśmy 25 zł.



Uwielbiam kupować nowe obroże, smycze i szelki przez co Fisiek, który jest kotem ma ich jak na kota trochę za dużo. Aż boję się pomyśleć co będzie jak moje marzenie o psie się spełni. Jak pewnie możecie się domyślić od samego początku nie mogłam się doczekać przesyłki więc codziennie sprawdzałam pocztę i ku mojemu zaskoczeniu informacja o wysyłce przyszła już 3 dni po złożeniu zamówienia. 




Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to kolory. Są na prawdę żywe i dopasowane, tworzą razem coś na co chce się patrzeć. Taśmy są starannie zszyte, nic nie odstaje ani nie odpruwa się. Logo jest wszyte na taśmie ze wzorem co według mnie jest plusem. Obroża przez to wydaje mi się estetyczna. Dużo lepiej to wygląda niż odstająca metka chociaż gdy jest drobna też mi nie przeszkadza. Podszycie jest miękkie i miłe w dotyku. Nadaje obroży trochę grubości. Co najważniejsze - zatrzask według mnie jest solidny. Porównywałam go z inną, zwykłą obrożą Fiśka zakupioną w biedronce i jest mocniejszy. Dobrze się trzyma, nic nie odchodzi, nie trzeszczy nawet przy pociąganiu go. Czyli wygląda na to, że nie powinien robić niespodzianek z niespodziewanym odpięciem się obroży. Na pierwszy rzut oka miałam wrażenie, że cała obroża jest tak delikatna, że zaraz się porwie. Nic mylnego. Taśma jest mocna a dzięki podszyciu wszystko tworzy solidną całość. Próbowałam ją trochę rozciągać ale nic z tego.


Do polarka trochę mocniej przyczepia się sierść, ale wiadomo, że jest to nieuniknione. Obrożę nieco trudno wyregulować ze względu na to, że minky jest grubsze niż zwykła taśma i ciężko przez to przesunąć ją w klamrze. Ale jest to do wykonania, nam się udało. Chociaż to też może być plusem bo jesteśmy pewni, że obroża sama z siebie nie zmieni nagle rozmiaru. 



Nasze testy nie będą pewnie jakoś specjalnie sprawdzające możliwości obroży bo będzie nosił ją Fisiek. Więc jedyne co może się z nią stać to wytarzanie się w trawie czy piachu, ewentualnie zmoczenie gdyby na spacerze spotkał nas deszcz. Mimo to jestem ciekawa jaki będzie jej wygląd po kilku miesiącach. Wszystkie nasze obroże i szelki po jakimś czasie robią się szare, pozaciągane i nic nie jest w stanie wrócić im dawnej świetności. Zobaczymy jak to będzie z Dark Emotion!


  • duży wybór wzorów i kolorów, każdy lubiący coś innego niż jednokolorowe akcesoria powinien coś dla siebie znaleźć
  • metalowe elementy nie wyginają się ani nie rozchodzą
  • solidny zatrzask
  • taśmy nie rozciągają się
  • nie ma odstających metek, nitek, nic się nie pruje
  • podszycie jest bardzo miękkie
  • żeby wyregulować obrożę trzeba trochę się pomęczyć więc nie powinna nigdy sama z siebie zmienić rozmiaru
  • cena jest adekwatna do jakości
  • szybka realizacja zamówienia i wysyłka
  • dobry kontakt ze sprzedawcą

 


To jest moje pierwsze wrażenie, obroża nie ukrywam bardzo mi się spodobała i zaskoczyła solidnym wykonaniem. Obawiałam się, że będzie zupełnie inna niż na zdjęciu, że będzie się rozciągać, itd. Jeśli ktoś z was kiedyś zastanawiał się nad zakupem akcesoriów od Kookito Design to na prawdę polecam i zachęcam! Jak ją trochę ponosimy to damy znać jak się sprawuje dalej.  

Udostępnij:

niedziela, 21 lutego 2016

Skąd się wzięła mordka na naszym logo?

Jakiś czas temu zmieniliśmy trochę wygląd bloga. Nadal trzeba nad nim popracować ale już bliżej niż dalej do końcowej wersji. Pewnie większość z Was wie, że własnego, wymarzonego psa - czarnego labka, jeszcze nie mamy. A wiadomo, na blogu przydałoby się logo. To był mój największy problem. Nie miałam kompletnie pomysłu a zdjęcia jakiegoś przypadkowego labradora czy innego psa nie chciałam ponieważ według mnie nie miałoby to sensu. Skoro blog jest naszym pamiętnikiem, opowiada o nas... to musi być w każdym calu związany z nami. Długo przeglądałam moje foldery ze zdjęciami z nadzieją znalezienia tam jakiejś inspiracji. I znalazłam!



Poznajcie Atomika! Cudownego kundelka, który był ukochanym psem Piotrka. Tomik został adoptowany ze schroniska kiedy był szczeniakiem. Z opowiadań wiem, że był bardzo przyjacielski, oddany i posłuszny. A także bardzo mądry. Jego imię wzięło się stąd, że uwielbiał stację telewizyjną Atomic TV, która nadawała głównie muzykę. Zawsze przy tym "śpiewał" dlatego dostał takie imię. Jego ulubioną piosenką była OutKast - Ms.Jackson, ciekawe dlaczego? Może dlatego, że tyle w niej zwierząt a pies w 1.07 wygląda zupełnie jak on sam? 



Jego ulubioną zabawką był ogórek piszczałka. Bawił się nią dotąd aż piszczałka wydostała się na zewnątrz. Wszystkie piszczące zabawki i piłki były jego ukochanymi. Uwielbiał spać w nogach lub grzać plecy, a gdy tylko ktoś się obudził to biegł go całować. Druga piosenka przy której zawsze śpiewał to Bo jesteś Ty, Krzysztofa Krawczyka. Kochał zimę i śnieg, skakał wtedy jak mała sarenka a ogon chodził na wszystkie strony. Czyż on nie był uroczy? Niestety od kleszcza zachorował na babeszjozę. Dostawał leki i kroplówki, nie miał siły, apetytu. Jednak po jakimś czasie wrócił do siebie. Rok po tym objawy powróciły i po długiej, męczącej walce z tą chorobą, w wieku 12 lat odszedł. Nie znałam Cię Tomiku ale kocham Cię jak własnego psa, którego nigdy nie miałam! I kiedy to piszę, nie mogę powstrzymać łez. 
Kiedy poznaliśmy się z Piotrkiem, rozmawialiśmy często o zwierzętach. Kiedy mówiłam mu, że uwielbiam labradory i marzę o takim od dzieciństwa, stwierdził, że jego Tomik na pewno miał coś z cudownego labka. Pewnie każdy kto miał styczność z labradorem, a są tak popularne, że na pewno każdy z Was miał, wie że są to psy bardzo żywiołowe, przyjacielskie, uwielbiają pracować i przebywać z człowiekiem a przy okazji są bardzo inteligentne. Labradory możemy często spotkać w dogoterapii, ratownictwie, policji jako psy do wykrywania narkotyków. Świetnie nadają się też na przewodników dla osób niewidomych. I on właśnie taki był. Oddany człowiekowi jak nikt inny. Radosny. Wierny. Tak podobny do tej najcudowniejszej rasy na świecie...Nigdy o nim nie zapomnimy. Zawsze będzie w naszych sercach. A teraz też na blogu. 


Udostępnij:

środa, 17 lutego 2016

Dzień Fisia! Znaczy kota




Fisio oznajmia wszem i wobec, że dzisiaj jest dzień Kota! Mówi, że to najważniejszy dzień w całym roku. Znając Fiśka to pewnie chciałby dostać jakąś szyneczkę albo pasztet (po cichu Wam zdradzę, że dostał małą niespodziankę ode mnie :D) ale oczywiście jak chciałam być dla niego miła to się obraził. Cały on. Najlepiej to żeby dzień Kota był każdym dniem w roku ale jak ludzie są dla niego kochańsi niż zawsze to beee. Z okazji tego wyjątkowego dnia pozdrawiamy wszystkie mruczki.. i przy okazji piesy! Życzymy im wszystkiego dobrego i pysznego! Drogie Mruczki aby wasze człowieki dawały Wam ogrom miłości i tyle jedzonka ile sobie tylko wymarzycie, aby wszystkie drzewka były wasze a dobra zielona trawka do pojedzenia i zwrócenia zaraz po zjedzeniu rosła zawsze i wszędzie! 

PS. Do Fiśka leci prezent (znaczy robi się jeszcze)! Cudowna obroża w słoniki od Kookito Design. Fisiek będzie w wiosnę najmodniejszym kotem na osiedlu. 



Udostępnij:

poniedziałek, 15 lutego 2016

SPACER: Wzgórza Dylewskie


Co myślicie o wyjechaniu czasami trochę dalej za miasto zupełnie spontanicznie? Ja osobiście uwielbiam takie wypady zwłaszcza gdy czuje, że mój mózg ma dosyć miasta. Dlatego też w weekend wpadł nam do głowy pomysł udania się na Wzgórza Dylewskie, tak po prostu, żeby odpocząć od wszystkiego. Najbardziej obawialiśmy się, że nasze autko nie dojedzie, po akcji jaką zafundowało nam w wakacje podczas krótkiego wyjazdu nad morze. Powrót na lawecie a my o 24 autokarem, Tym razem było inaczej i dojechało całe i zdrowe. Nawet przejechało spore błotko na miejscu pomimo naszych obaw, że się zakopie. Czasami widać ma dobry dzień. 


Ogólnie rzecz biorąc - Wzgórza Dylewskie to wzniesienia morenowe leżące w województwie warmińsko-mazurskim na terenie powiatów ostródzkiego i iławskiego. Ich najwyższym wzniesieniem jest Dylewska Góra o wysokości 312 m n.p.m. Znajduje się tam Park Krajobrazowy Wzgórz Dylewskich. Jest tam na prawdę pięknie, a co najważniejsze cicho. Idealne miejsce na wyciszenie i spokojny spacer. Ale nie tylko. Rowerzyści znajdą tam dla siebie szlak rowerowy o długości 29 km. Na małej polance jest miejsce na ognisko, ławeczki i różne inne ciekawostki. Uwaga, uwaga - należy uważać na mieszkańców lasu ;) jest ich sporo.




Znajduje się tam też 37 metrowa wieża widokowa, na którą niestety już nie można wchodzić ale ja kiedyś miałam taką okazję - być ponad drzewami. Piękny i niesamowity widok. Ale wejście po krętych schodach trochę przerażające, im wyżej tym straszniej. Idąc dalej możemy pooglądać ciekawe nawet kamienie, na każdym z nich jest informacja co to jest, skąd pochodzi i takie inne. Niektóre można nawet obejrzeć przez lupę. Jak ktoś chce więcej atrakcji to dostępny jest także mini plac zabaw zrobiony z drewna. Bardziej prowizoryczny, ale da się zrobić fikołka :D Idąc dalej wchodzimy już do lasu. My zbyt dużo sobie nie pochodziliśmy, bo było strasznie zimno.


Jak chudy z grubym! 


Oczywiście aparatu nie wzięliśmy, zostały nam telefony. Jakoś udało nam się obejść bez. Może kiedyś wybierzemy się na dłuższy spacer po Wzgórzach Dylewskich, jak będzie fajniejsza pogoda. Do pełni szczęścia brakuje nam czarnego Labradora! A wasze postanowienia spacerowe jak się trzymają? Lubicie odkrywać nowe trasy czy trzymacie się starych i znanych? Może ktoś z Was jest z naszych rejonów Warmii i Mazur? 


Udostępnij:

Obserwują nas