niedziela, 17 stycznia 2016

Kotełowy pies czy piesełowy kot? Czyli po prostu Fisiek...



Wszyscy życzą mi duuużo zdrowia a ja się jeszcze bardziej rozchorowałam. Jutro wolne więc w końcu mogłam spokojnie włączyć komputer i napisać tu coś po małej przerwie. Pogoda jest u nas w kratkę, jeden dzień ciepło i fajnie a w drugi -kilkanaście i ciężko wyjść z domu gdziekolwiek. Nareszcie mamy też śnieg! Dużo śniegu. Ostatnio tak padało, że odśnieżając samochód miałam wrażenie jakbym tego w ogóle nie zrobiła bo co wróciłam na początek to on był znowu cały w śniegu. A potem myślałam, że moja podróż skończy się na jakimś drzewie albo czymś innym - kierownica i hamulec odmawiały posłuszeństwa ale dałam radę i przeżyłam ☺. Jako, że wczoraj spotkaliśmy na swojej drodze pewnego kota, przez co dzisiaj Piotrek ma trochę inne łóżko niż zwykle, postanowiłam że napiszę dzisiaj o moim kocie - żeby tak tylko psowo nie było!

Moja babcia ma działkę bardzo blisko mojego osiedla przez co kiedyś spędzaliśmy tam mnóstwo czasu z rodziną. A w wakacje siedzieliśmy tam prawie całymi dniami. Moja mama zawsze chciała mieć kota w domu ale tata się nie zgadzał. I tak 12 lat temu w czerwcu, razem z dwójką mojego rodzeństwa bawiliśmy się na drodze prowadzącej do naszej działki. Rysowaliśmy coś na piasku. I nagle z trawy wybiegł malutki szary kot. Mama zawsze nam mówiła żebyśmy nie dotykali obcych kotów bo mogą nas podrapać więc jako małe dzieci baliśmy się go pogłaskać i wziąć na ręce a bardzo chcieliśmy pokazać go mamie. Wtedy ja wpadłam na super pomysł, że taki mały kociak na pewno pójdzie za źdźbłem trawy ciągniętym po piasku. Nawet to wychodziło ale kot bał się iść dalej a nasza działka była oddalona o jakieś 30-40 metrów. Zawołaliśmy mamę, która wzięła go na działkę i od razu wszyscy zainteresowali się kotem. Został okrzyknięty kotką :D i dali mu imię Pola. Oczywiście mama cały dzień z nim przesiedziała, tata był wściekły bo wiedział co się święci ale kota do domu nie pozwolił zabrać. Takim sposobem został on w domku na działce a w następne dni kiedy tylko rano tata szedł do pracy, mama szła na działkę i przynosiła kota do domu. I tak któregoś dnia chyba specjalnie go nie odniosła i kot został. A tata tak jak bardzo go wtedy nie chciał tak teraz to jego największy przyjaciel i nikomu by go nie oddał. Potem pojechaliśmy na pierwszą wizytę u weta - gdzie okazało się, że to jednak kocur. Pamiętam słowa weterynarza kiedy mama powiedziała, że myśleliśmy że to kotka i dostała imię Pola - "Zwierzęta nie odróżniają tego tak jak ludzie, więc jak państwu to nie przeszkadza to może być nadal kot Pola". Ale no jak to kocur i Pola by się nazywał. Ulubiony serial mamy z tamtych czasów to Rodzina zastępcza, w której był Filip zwany Fifim. A jak się rodziliśmy początkowo miało być dwóch chłopców i dziewczyna. A urodziły się dwie dziewczyny i chłopak, Więc mama chciała mieć Filipa, Maćka i Malwinę a ma Wiktorię, Malwinę i Maćka więc kot został Filipem. Teraz wszyscy mówią na niego Fifi.
Miał wtedy ok. 3 miesiące i podobno był bardzo duży jak na swój wiek. Pamiętam jak już go przygarnęliśmy, często zabieraliśmy go na działkę w wakacje. Pewnego dnia jakieś dzieciaki przyszły przed furtkę i zaczęły go wołać Maurycy!! Powiedziały, że to ich kot i że przywiozły go z Grunwaldu tutaj do babci a babcia go nie chciała i kazała im wypuścić na działki. Ehh biedny kotek! Maurycy jednak nie dawał po sobie znać, że nawet je zna ☺ Ja od dziecka marzyłam o psie i uwielbiałam wyprowadzać psy na spacery, więc obowiązkowym elementem wyposażenia Fiśka były szelki i smycz. Od małego chodziłam z nim na spacery i do tej pory to lubi. W ostatnie wakacje to nawet nie wiedziałam czy to jeszcze kot czy już pies bo potrafił codziennie o 22 stać pod drzwiami i miauczeć "Malwinnaaa chodźmy na spacer! Ja muszę iść na spacer" Sam schodził po schodach i szliśmy. Jak chyba większość kotów jest on ogromnym żarłokiem. Potrafi zjeść dosłownie wszystko. Kiedyś wybrzydzał a teraz wszystko by zjadł. Przez tyle lat walczyłam z rodzicami żeby go tyle nie karmili za każdym razem kiedy on chce ale jest to strasznie trudne kiedy nie może się samemu panować nad dietą pupila i kupować mu takiego jedzenia jakie by się chciało. Mimo tego, że całe życie spędził na leżeniu na słoneczku, jedzeniu i hasaniu po trawce nie chorował prawie w ogóle. Może z dwa razy miał koci katar w zimę. Teraz w listopadzie przeszedł kaliciwirozę według weterynarza. Na początku były podejrzenia, że to jakaś nieuleczalna choroba autoimmunologiczna co mnie bardzo przeraziło ale lekarze zastosowali zastrzyki przez około 3 tygodnie i jak na razie Fisiek jest zdrowy i nie wygląda na to żeby cokolwiek miało powrócić. Jednak zdaję sobie sprawę, że jest on już starszym kocim panem chociaż na takiego nie wygląda i kiedy na niego patrzę dalej widzę tego małego brzdąca sprzed 12 lat :)








Nie wyobrażam sobie teraz mojego domu bez niego. Mam wrażenie jakby on od zawsze tu był. Zawsze jest tam gdzie nie trzeba i pojawia się znienacka. Ma swoje ulubione miejsca i zabawy. Wie jak obudzić rodziców i dostać coś na ząb ☺ jak taki trochę rozpieszczony młodszy brat z kaprysami.  
Udostępnij:

27 komentarzy:

  1. Ja też jestem chora :D złapałam przeziębienie. To zdrowia :D


    ------------------
    swiatsary.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak samo :) dzięki i nawzajem :)

      Usuń
  2. U nas koty były częścią życia. Każdy kot był u nas. Obcy nasz nie nasz. Rodziły się zdychały. Nikt nie zwracał na nie uwagi. Jednak to się zmieniło.
    Fajny post bardzo fajny i ciekawy.
    Pozdrawiamy i życzymy zdrowia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna historia :D Miło poczytać ^^ u mnie koty w domu były odkąd pamiętam, ale były wypuszczane, wtedy coś się z nimi działo, następnym kotem był Dyzio, który wypuszczany już nie jest. Niestety mój ulubiony kot (tak w całym życiu) poszedł i nie wrócił pewnego dnia.. Bardzo mi go wtedy było szkoda :/ Dobrze, że w końcu ten kot jest niewychodzący.
    Zdrowia życzymy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi :( ja nie wyobrażam sobie żeby mój Fisiek był wypuszczany bo chyba bym dostała szału i ciągle się o niego martwiła :) dziękuje

      Usuń
  4. Ja osobiście nie przepadam za kotami i nigdy się na takiego nie zdecyduję, jednak uwielbiam patrzeć na kociambry u kogoś, są urocze :)

    OdpowiedzUsuń
  5. życzymy zdrowia!

    ---------------------------------
    Pozdrawiamy i zapraszamy do nas:
    julia9876543210.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  6. U nas koty i psy były odkąd pamiętam. Jedyne, czego nigdy nie mogłam mieć to typowo małe zwierzątko domowe np. chomik, myszy, szczury, ptaki itp. :<
    Kotko-kocur jest naprawdę śliczny! Miałam wręcz identyczną kotkę, której już ze mną nie ma. To był najwspanialszy kot, jakiego poznałam do tej pory <3
    U nas wybredne nie są tylko w zimie. Wtedy też zjedzą dosłownie wszystko i tak też przez cały okres zimna wyglądają :P
    Pozdrawiamy i życzymy SZYBKIEGO powrotu do zdrowia; http://psotaa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam jeszcze kiedyś żółwia jednak przez przypadek bo siostra dostała go na 4 albo 5te urodziny od cioci :) dziękuje :)

      Usuń
  7. Uwielbiam koty, są takie cudowne. Gdyby nie alergia mojego członka rodziny to z pewnością dom byłby pełen kotów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że przez alergię nie możesz mieć :) ja nie wyobrażam sobie mojego domu bez kota teraz :)

      Usuń
  8. Cudowny burasek <3 Wspaniale, że ma możliwość bezpiecznych spacerków :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bezpieczne spacery obowiązkowo :) chyba bym oszalała jakby on gdzieś sam poszedł ;)

      Usuń
  9. Tyle lat to już całkiem sporo, rozumiem takie przywiązanie :) Oby był z Tobą jak najdłużej, fajny z niego kocur :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że tak będzie :) dziękuję w imieniu Fiśka :D

      Usuń
  10. Fajny kocurek, rozumiem przywiązanie ja nie wyobrażam sobie życia bez mojej Nuki :)
    nukanalenia.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny kotek! Ja niestety nie mogę mieć ze względu na psa, pozabijaliby się..:)

    http://fastyork.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Zdrowia! Bardzo słodki kotek :)
    Obserwujemy i zapraszamy do nas:
    oczamipsa365.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. No ładnie! To dosyć częste zjawisko - ten , który jest najbardziej przeciwny wzięciu zwierzęcia potem okazuje się być jego świetnym właścicielem :) Kotek cudny. Żarłok ,skąd ja to znam... Moje kociaki odeszły w minione wakacje. Obydwa były uratowanymi bidami i obydwa zmarły na tę samą chorobę , jeden po drugim. Straszne przeżycie , tak za nimi tęsknię :(

    Pozdrawiam , obserwuję
    http://beaglowate.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi :( Co to była za choroba?

      Usuń
  14. U nas zawsze były koty.Teraz mamy mieszankę persa i jest tak wredny,że brak mi czasem słów.Jednocześnie ma w sobie coś takiego,że trudno go nie kochać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heh całe koty :D mój to też wredota urodzona ale kochana :)

      Usuń
  15. W domu, u siebie nie miałam kota, jednak miałam i mam z nimi do czynienia u babci. Bardzo bym jednak chciała mieć kota w domu na co dzień. Ach, te przywiązanie, rozumiem, ja nie wyobrażam sobie życia bez Molly. :)
    Pozdrawiamy! :)
    http://codziennebeagle.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba każdy psiarz czy kociarz tak ma :) przywiązujemy się do nich tak ja do drugiej osoby. A czasem nawet bardziej bo one są z nami pomimo wszystko :) Pozdrawiam

      Usuń

Obserwują nas