poniedziałek, 6 lutego 2017

Spacery w warszawskim schronisku

Już dwa razy mieliśmy okazję zabrać na spacer warszawskie schroniskowe psiaki. Nie wiem czy można to nazwać schroniskiem, ponieważ za bardzo się na tym nie znam. Jest to Fundacja Azylu pod Psim Aniołem. Znajduje się w warszawskiej Falenicy, praktycznie przy samej granicy strefy pierwszej z drugą. 


Papiś powyżej to Amorka. Raz spacerowaliśmy z nią i z starszym od niej Banditem. Amorka miała jeszcze rodzeństwo. Nie wiem dokładnie ile ale w klatce widziałam jakieś 5-6 piesków. Z tego co wiem to wszystkie znalazły już domki oprócz jednego. Amorka miała takie szczęście, że dzień po naszym spacerze była już w swoim nowym domku :)


A to właśnie Bandit. Spacerował razem z nami i Amorką. Mały papiś ciągle go zaczepiał do zabawy a on był bardzo cierpliwy i wyrozumiały, jak na starszego kolegę przystało :) Bandit ma dosyć ciekawą historię. Błąkał się głodny po wsi, był nieufny do ludzi i innych zwierząt. Sypiał w krzakach, rowach i na polach. Ludzie zaczęli się go bać ponieważ potrafił chwycić za nogawkę. Jedna pani postanowiła go oswoić. Złapała go i umieściła w kojcu po swoich psach. Stamtąd trafił do Fundacji. Po Bandicie widać, że jest bardzo nieufny i ma odruchy bitego psa. Musiał biedak sporo w życiu przejść. Ale jest już coraz lepiej.



Polecamy wszystkim spacerowanie z psiakami ze schroniska :)
Udostępnij:

niedziela, 29 stycznia 2017

Czas na powrót

Hej! Witajcie. 

Tak dawno mnie tu nie było, że zapomniałam co trzeba kliknąć żeby wejść w panel sterowania blogiem. Wstyd się przyznać. Ostatni mój post był o tym, że witamy Warszawę. I tu muszę Wam napisać, że dużo się od tamtego czasu zmieniło. Miało być inaczej, dużo inaczej. Dlatego też nastąpiła taka długa i niespodziewana przerwa w pisaniu. Jednak jakoś dzisiaj naszła mnie ochota żeby coś Wam naskrobać. Chociaż wytłumaczenie dlaczego tyle mnie, a raczej NAS tutaj nie było!

Zdziwiłam się bardzo, że praktycznie nikogo obserwującego bloga nie ubyło a nawet licznik odwiedzin bardzo wzrósł. Jestem ciekawa czy jeszcze ktoś z Was o nas pamięta. Chciałabym wrócić do pisania. Aktualnie również mamy w planach rozwinięcie fotografii i pójście tą ścieżką. A wiem, że dużo jest tutaj utalentowanych psich,zwierzęcych i najróżniejszych fotografów :) 

Odezwijcie się jak jeszcze żyjecie! Stęskniłam się :D 

A oto Warszawa :)

Udostępnij:

sobota, 6 sierpnia 2016

Warszawo... nadchodzimy!



To już pewne. W październiku zacznę studia na WUMie. Wybrałam pielęgniarstwo, co nie jest jakąś nowością bo miałam to prawie postanowione już od kilku lat i nawet nie brałam pod uwagę nic innego. W związku z tym przeprowadzamy się do Warszawy! Marzenia się spełniają trzeba tylko w nie mocno wierzyć. No i czasami się trochę postarać :) Pewnie na początku będzie ciężko przestawić się na nowe życie. Z tak małego miasta jakim jest Ostróda na wielką Warszawę. Trochę mnie to przeraża ale dam radę. 

Ostatnio tygodnie lecą mi tak szybko że prawie ich nie zauważam. Ale to wszystko przez pracę i przez to, że ciągle coś się dzieje. Ostatni weekend spędziłam pod kroplówką bo cały ośrodek zaatakowała grypa żołądkowa więc czemu i ja miałabym się nie zarazić! Było co robić, ale trzeba się z tym liczyć w pracy przy ludziach. Teraz zostały mi już 3 ostatnie tygodnie i wreszcie upragniony odpoczynek. Albo i nie..  Z jednej strony jak na to spojrzeć to może i dobrze, że ten czas tak szybko leci, szybciej będziemy gotowi na naszego wymarzonego laba :) jak wszystko dobrze pójdzie...

Chciałam się z Wami podzielić moim szczęściem, że nareszcie jedno z moich większych marzeń się spełniło a teraz mam małe pytanie. Poszukujemy stancji dwupokojowej w Warszawie. Najlepiej w okolicy WUMu, Mokotów, Ochota, Wola i inne dzielnice w pobliżu. Nie mamy żadnych szczególnych wymagań, może być nawet na 15 piętrze... byleby nie było za drogo. Tak jak dla studentów, było by akurat. Gdyby ktoś coś słyszał, bardzo prosimy o kontakt! 


A wy jak spędzacie ostatnie tygodnie wakacji?
Udostępnij:

czwartek, 14 lipca 2016

Sobota w schronisku



W zeszłą sobotę pojechaliśmy do schroniska w Olsztynie aby odwiedzić psiaki i zabrać je na spacer. Jechaliśmy z myślą, że uda nam się wyjść z Moly ale niestety w schronisku pani poinformowała nas, że Moly jest w boksie z dwoma innymi psami i trzeba by było wszystkie 3 wziąć na spacer od razu a że byliśmy we dwójkę to dostaliśmy na początek psiaki o imionach Murka i Zwrot

Murka to 10 letnia sunia, trochę przypomina jakiegoś pinczera o nieco cięższej budowie. Na spacerze bardzo ciągnęła na smyczy, ciężko ją było opanować. Skakała żeby dać buziaka prosto w usta jak tylko się do niej schyliło. Na widok smaczków trochę się opanowała i pokazała, że potrafi siadać, Szalała w rzece, musi bardzo lubić wodę. Murka nie przepada raczej za innymi psami bo wszystkie, które przechodziły obok nas obszczekała i próbowała się na nie rzucać.





Zwrocik za to jest 12 letnim, spokojnym staruszkiem. Uwielbia przysmaki. Też ładnie siada na komendę, grzecznie idzie na smyczy. Czasami się na coś zagapi albo stwierdzi, że musi chwilę odsapnąć.  Murka na inne psy reagowała agresywnie ale Zwrota uwielbia, co jakiś czas sprawdzała czy idzie za nią, czy się nie zgubił. 



Kolejne psiaki, które wzięliśmy na spacer to Aza i Erni. Gdy podeszliśmy do ich boksu od razu było widać, że Aza to wulkan energii. Skakała prawie tak wysoko jak wysoki był boks i wspinała się po kratkach żeby wystawić pysk przez małą szparę do nas. Jak wybiegła na wolność tak nie można było jej do końca spaceru przystopować. Bardzo ciągnęła na smyczy. Wszystko chciała powąchać, obejrzeć, zaznaczyć. Nami niezbyt się interesowała ale smaczki jadła.  Erni przeciwnie do Azy był bardzo spokojny. Grzecznie szedł na smyczy, gdy trochę zaczynał ciągnąć do trawy i poczuł, że smycz się napina od razu się korygował i zwalniał. Bardzo chętny do pracy i skupiony na człowieku, na prawdę byłby świetnym psim kompanem dla osoby, która chciałaby go czegoś więcej nauczyć. Za smaczki zrobiłby wszystko. 

Erni

Aza
Zdziwiło nas trochę, że w tym schronisku każdy kto przyszedł wyprowadzić psa musiał tylko się wpisać na listę a następnie dostawał smycz i szedł sam po niego do boksu. Sam musiał go wyciągnąć i zapiąć. Z Murką i Zwrotem nie było takiego problemu bo tylko Murka szalała ale z Azą i Ernim mieliśmy niemały problem z wyjęciem ich z klatki. Aza skakała po kratkach, obok wyjścia stał już Erni, no nie powiem, że było to łatwe, trochę się natrudziliśmy aż oboje byli zapięci. W schronisku w naszym mieście zawsze psy na spacery, w soboty i nie tylko wydają wolontariusze. I to też nie każdy wolontariusz może. Na biegu na sześć łap w Olsztynie jakoś bardziej było to zorganizowane i psy były wydawane przez wolontariuszy, którzy nam trochę o nich też powiedzieli. No ale może po prostu nie ma tak komu przychodzić w każdą sobotę i dlatego może przyjść każdy kto chce wyprowadzić chociaż jednego psiaka ;)

Tak przy okazji ostatnio zawitaliśmy na Instagramie , więc jakby ktoś chciał nas pośledzić, to chętnie się odwzajemnimy! :) @labowamania  lub klik:  labowamania na Instagramie








Udostępnij:

niedziela, 19 czerwca 2016

Wakacyjny "Bieg na sześć łap" w Olsztynie

Wczorajszą sobotę spędziliśmy w schronisku w Olsztynie na Biegu na sześć łap. Dzień wcześniej pogoda nie zapowiadała się zbyt dobrze, w Ostródzie bez przerwy padało a wiatr połamał strasznie dużo drzew. Na szczęście w sobotę się wypogodziło. To chyba specjalnie, aby psiaki mogły wyjść na spacer. Po dotarciu do Olsztyna pociągiem, musieliśmy dojechać autobusem na przystanek Ośrodek Doradztwa Rolniczego a potem stamtąd przez lasek do schroniska. Było blisko chociaż spodziewaliśmy się, że będzie daleko.



W schronisku trzeba było wpisać się na listę, a potem udać się na wyznaczone miejsce i oczekiwać na psa. Były dwie grupy. Biegające i spacerujące. My wybraliśmy opcję spacerowania i trafiła nam się cudna sunia Moli. Jej data urodzenia jest szacowana na 2015 rok więc jest młodziutka. Uwielbia biegać, skakać, szalała na punkcie wody. Zna podstawowe komendy i bardzo fajnie je wykonuje bez żadnych problemów. Jest przyjacielska do innych psów, dzieci, i nawet koty nie są jej straszne. Na spacerze chciała się z jednym pobawić. Przychodzi na zawołanie, po wyjściu z boksu była bardzo podekscytowana spacerem i nieźle ciągnęła na smyczy, wszystko chciała powąchać, zobaczyć, z każdym się przywitać. Po jakimś czasie gdy już się trochę wyszalała stała się spokojna, bardziej opanowana i skupiona, nawet ładnie szła na smyczy. Wolontariusze ze schroniska powiedzieli nam, że Moli ma lęk separacyjny i czeka na odpowiedzialnego człowieka, który będzie potrafił sobie z tym poradzić.














Na trasie wyznaczone były ścieżki do biegania i spacerowania. My chcieliśmy wybrać się z Moli nad rzekę bo w każde błotko wbiegała i cieszyła się ale najpierw zabłądziliśmy i poszliśmy bardzo daleko drogą spacerową w las myśląc cały czas, że idziemy w stronę wody. A potem gdy się ogarnęliśmy, że to jednak nie tędy to zabrakło nam czasu aby dojść tam gdzie Moli mogłaby się pobawić w wodzie. Dotarliśmy tylko do skarpy z której było widać rzekę. Może następnym razem nam się uda. Cały spacer zajął nam około 3 godzin a i trochę kilometrów zrobiliśmy przy tym. 


Na trasie spotykaliśmy co chwila jakieś inne psiaki z biegaczami i spacerowiczami. Bardzo dużo osób przyszło do schroniska. Dużo grup, trochę rodzin z dziećmi. Spodobała nam się taka forma spędzania czasu wolnego. Przy okazji można uszczęśliwić bezdomne psiaki a ile zabawy przy tym :) Mamy w planach pojechać kolejny raz 3 lipca bo Olsztyńskie schronisko organizuje spacer na Dzień Psa. Na koniec odwiedziliśmy kociarnię, pomizialiśmy troche koty, chwilę pooglądaliśmy przerzucanie opon na czas i wróciliśmy. Było na prawdę fajnie, polecamy takie spędzenie wolnego czasu! :)







Jeśli ktoś z Was chciałby dowiedzieć się więcej o akcji, Moli, innych psach ze schroniska, poczytać czy pooglądać zdjęcia innych: Wakacyjny "Bieg na sześć łap" : Schronisko dla Zwierząt w Olsztynie : Moli





Udostępnij:

poniedziałek, 6 czerwca 2016

Wszystko i nic :)



Ostatnio dużo się u nas dzieje, a wydaje się jakbyśmy nic nie robili oprócz pracy. Praca pochłania teraz większość naszego czasu dlatego tak rzadko pojawiamy się na blogu (a ja miałam taką wielką nadzieję, że po maturach będę miała tyle czasu właśnie na bloga :) ) czas to zmienić. Niedawno byłam z Fiśkiem u weterynarza. Szczepiliśmy się przeciwko wściekliźnie i odrobaczaliśmy. Fisiek zniósł wizytę dobrze, trochę się wkurzył jak pan weterynarz włożył mu tabletkę prosto do pyszczka za pomocą strzykawki. No ale niestety inaczej Fisiek nie zjadłby tej tabletki, jak wyczuje w jedzeniu czy czymś innym to od razu kręci nosem.

Wczoraj byliśmy z Piotrkiem i jego siostrą Anią na pikniku rodzinnym w Domu Dziecka w Morągu. W Ostródzie działa taka grupa "Dziel się sercem" w której są ludzie, którzy właśnie chcą pomagać dzieciom i nie tylko. Ania jest jej pomysłodawczynią :) Dzieci same przygotowały różne atrakcje, występy, losy, loterie, najróżniejsze rzeczy. A zbierały pieniążki na wyjazd na wakacje. My kupiliśmy kwiatka, którego mam zamiar hodować. Zawsze marzył mi się własny kwiatek, którego będę mogła podlewać i pielęgnować ale nigdy nie miałam do tego głowy a jak już jakiegoś w domu miałam to po pewnym czasie mi zdychał, biedak. Na pikniku byli z nami jeszcze motocykliści z Ostródy, również są bardzo zaangażowani w pomoc dzieciom. Był też konkurs malowania kredą,





Jak zwykle nie zrobiliśmy sobie żadnego zdjęcia, zawsze wszystkim i wszystkiemu a nie sobie. To też trzeba zmienić ;) 18 czerwca chcemy wybrać się do Olszyna na Wakacyjny "Bieg na sześć łap", który będzie organizowany w schronisku. Fajna sprawa. Może ktoś z Was jest z Olsztyna albo również się tam wybiera?



Udostępnij:

niedziela, 22 maja 2016

Marzenia do spełnienia



Lubię marzyć. Wymyślać rzeczy, które mogę kiedyś zrobić. Myśleć co zrobić aby marzenia się spełniły. I po prostu je spełniać. Według mnie człowiek bez marzeń to jak człowiek bez jakiejś cząstki siebie. Każdy powinien mieć jakieś marzenia.... cel. Na ustnym polskim trafił mi się temat o zmianach w języku i uznanych wartościach i w dołączonym tekście napisane było, że dużo słów w dzisiejszych czasach nie ma już takiej wartości jak kiedyś, że ludzie nie mają już marzeń a mają tylko zadania. To jest po części prawda. Ludzie boją się marzyć, mówią po co... skoro to i tak się nie spełni.

Teraz jest zadanie do wykonania. Gonimy za czymś co jest mało ważne w życiu żeby być lepszym od innych, żeby się wybić, nie rzadko po to aby móc godnie żyć czy wyżywić rodzinę. A to wszystko jest bezsensu. Dopiero gdy zaczęłam spełniać swoje prawdziwe marzenia zobaczyłam jak piękne może być życie. Dopiero gdy zaczyna się robić coś co na prawdę się kocha. Czasami sobie myślę, że ludzie sami gubią się w tym całym świecie, który zbudowali. Coraz trudniej jest żyć. Wieczny pośpiech, gonitwa... A taki gad jak ze zdjęcia wyżej... nie ma takich problemów, jak my. Po prostu żyje i robi to co mu natura każe. Więc łapmy chwile! Spełniajmy marzenia, bo to bardzo ważne w życiu, żeby po prostu być szczęśliwym... :)

PS. Polski ustny zdałam na 100% ! 
Udostępnij:

Obserwują nas